7 sierpnia 2020 - dzień dwieście pięćdziesiąty ósmy. Piątek. Cztery lata temu przeszedłem maraton. 42 kilometry i 185 metrów. Chciałem sobie udowodnić, że mogę coś zrobić i udowodniłem. Po czterech latach chciałem zrobić krok do przodu i przejść odległość 50 kilometrów. Również żeby pokonać swoje słabości, żeby pokazać sobie, że mogę coś zaplanować i to wykonać. Wydawało się, że będzie dobrze. Tydzień wcześniej pokonałem w górach, bez najmniejszych problemów, ponad 120 kilometrów. Wczoraj, w ramach rozgrzewki, zrobiłem 15 kilometrowy spacer. A jednak tego dnia wszystko, co mogło, poszło nie tak . Praktycznie zaraz po wyjściu z domu zaczęły obcierać mnie nogi, choć buty miałem sprawdzone. Potem zaczęły boleć mnie stawy kolanowe, a to wszystko po pierwszych paru kilometrach. Spotkałem się z Olą w Kartuzach, zrobiliśmy rundę przez miasto i poszedłem dalej sam. Było gorąco, cho...
Bo wiesz, Weiser, zawsze wydawało mi się, że ja nie mam w życiu szczęścia do pieniędzy. A może też do kobiet, ale tego nie byłem do końca pewny. Ale teraz to chyba już, niestety, wiem. Poznałem kobietę. Sympatyczną kobietę. Była moją przyjaciółka, przez moment myślałem, że nawet trochę więcej. Ale to już nie ważne. Była w kłopocie finansowym. No wiesz, czasem tak bywa. I okazało się, że jestem jedynym, które zechce jej pomóc ten kłopot rozwiązać. Przynajmniej tak wtedy mówiła, bo teraz to ja już nic nie wiem. I pożyczyłem jej na dwa dni 1600 złotych. Wszystkie pieniądze, jakie miałem, bo przecież wiesz, Weiser, że ja zawsze mam problem z pieniędzmi. Ale byłem, akurat po wypłacie zasiłku chorobowego więc pomogłem, no bo jak nie pomóc przyjaciółce. A teraz mijają dwa tygodnie, a ja tych pieniędzy nie mam. Nie wiem co się dzieje. Na początku wszystko było w porządku, ale potem zaczęły się...
Komentarze
Prześlij komentarz