DLACZEGO NIE MOGĘ JUŻ PATRZEĆ NA POLSKĄ LIGĘ...




Nie mogę już patrzeć na polska piłkę.  Coś się przelało.

Abonentem Canal+ jestem ponad 20 lat.  Można powiedzieć, że jestem dzieckiem Canal +.  Pamiętam, jak jeszcze w ubiegłym wieku oglądałem, dzięki uprzejmości kolegi amatora elektronika, kanały telewizji premium, a chwilę potem, jak próbowałem zamontować na balkonie swoją pierwszą antenę satelitarną tak, aby zdążyć na sobotni mecz Liverpoolu z Manchesterem, Manchesterem United, rzecz jasna, bo City grało wtedy w II, albo III lidze.  Uwierzycie?

Przez te wszystkie lata byłem wiernym fanem polskiej piłki ligowej i pokazującej ją światu telewizji Canal+.  To było jak z innego świata. Jak Kosmos 1999 w Studio 2 w czasie siermiężnej Polski Ludowej,  jeśli ktoś wie, o czym mówię. Wspaniale opakowana, fantastycznie reklamowana i prezentowana, polska piłka wydawała się towarem luksusowym.  A kiedy do brakującego kompletu doszły jeszcze  nowoczesne stadiony, w niemal każdym mieście,  wydawało się, że lepiej już być nie może.
Dziś wiem, że to wszystko, to telewizyjne oszustwo.  Piłkarski Big Brother.   Wewnątrz kolorowego, światowego opakowania, dostajemy badziewny, siermiężny prezent, który nie chce już cieszyć.

Przelało mi się wczoraj po obejrzeniu Derbów Trójmiasta.  Przelało, bo drużyna, której kibicuję, mimo niezłego meczu straciła frajersko zwycięstwo, bo rywale cieszą się, jakby zdobyli Mistrzostwo Polski, a przecież generalnie grać w piłkę nie potrafią, bo sędziowie są niemożliwie irytujący, nie stosując  równych zasad dla obu zespołów, bo kibice na stadionie zachowują się w sposób dla mnie nie do zaakceptowania, wyzywając kogo popadnie, głównie piłkarzy Lechii oraz sędziego, choć ten wcale nie był tego dnia dla nich zbyt krytyczny. Bo najpierw rzucają butelkami po wódce w naszego bramkarza, a potem go wyzywają, kiedy nie chce dalej grać, tylko zbiera z murawy rozrzucone szkło.  Patologia.  Irytują komentatorzy, bo są jakby oderwani od rzeczywistości.

Piłkarze nie potrafią grać w piłkę, co jeszcze można zrozumieć, ale nie potrafią  nawet wypowiedzieć kilku sensownych słów przed kamerą, co zresztą nie jest proste, bo reporterzy,  łapiąc do wywiadu  zdyszanego piłkarza zadają mu pytanie, złożone z kilkunastu zdań podrzędnie złożonych,  którego nawet na zaawansowanej  maturze z polskiego nie uświadczysz, a wszystko po to, aby zaspokoić kwiecistą mową swoje narcystyczne, reporterskie  ego.  A nie wystarczyłoby proste: Jak było? Jak poszło? Co czujesz?

Ja na ten przykład czuję się oszukany, kiedy komentatorzy rozpakowując mój  prezent,  wmawiają mi, że ten piłkarz, który dwa razy prosto kopnął piłkę, w tym raz do bramki,   jest "niesamowity"  i że zrobił "coś spektakularnego".  Serio?   W każdy weekend, na boiskach Europy,  widzimy dziesiątki takich "niesamowitych" zagrań.  Tyle że tam jest to powtarzalne i weryfikowalne  występami w europejskich pucharach. U nas ta weryfikacja wypada w sposób dla naszych zespołów uwłaczający.

Żeby było jasne, nie przeszkadza mi tak bardzo, że polscy piłkarze, to kiepscy kopacze.  Oglądam tę ligę, bo to NASZA liga, ze wszystkimi swoimi ułomnościami. Irytuję  mnie tylko, kiedy ktoś próbuje mi sprzedać zdezelowanego malucha w cenie najnowszego volvo i jeszcze nie rozumie, kiedy ja mam wątpliwości.


Kiedyś program Liga Plus Ekstra był dla mnie, i dla wielu piłkarskich fanów, świętością.  Godzina 20.00 w każdą niedzielę była zarezerwowana  na ligową publicystykę  w polskim wydaniu.  Po latach nawet nie chce mi się włączać telewizora o tej porze. Te same twarze, te same poglądy, żadnego powiewu świeżości.  W dobie internetu i niezliczonej ilości programów o piłce nie wystarczy już tylko powielać starych scenariuszy. Konkurencja, zresztą w dużej mierze złożona z dziennikarskich wychowanków Canal +, już nawet ludzi  do prądu podłącza,  żeby tylko  przyciągnąć  widza.

Nie chcę już oglądać  polskiej piłki, tak samo, jak nie chodzę już na stadiony.  To zdecydowanie przestała być moja bajka.  Ciągłe wyzwiska, kretyńskie reakcje, zabawy w oprawy rodem z przedszkola.  Kurde, albo ktoś jest  kibolem, albo bawi się publicystykę stadionową rodem z dziecięcych jasełek.  To nie dla mnie.  Po każdym ewidentnym  faulu na zawodniku gości stadion gwiżdże i wyje obrażając wulgarnie cały świat.  To nie moja bajka.  Mam swoje poglądy polityczne.  Ale czasy, kiedy szedłem je manifestować na stadion piłkarski skończyły się w okresie stanu wojennego.  Teraz dzieciaki udają bohaterów siląc się na polityczne popisy na transparentach, zazwyczaj wulgarne.  Nie zmienię tego. Nie zmienię świata.   Mogę jedynie zmienić siebie, więc  omijam polską piłkę...












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

LEGENDA O DZIADKU KIJAKU

MOJE ROZMOWY Z WEISEREM - 2